Czy budżet obywatelski w Szczecinku to dobry pomysł?

Drukuj

Budżet definiuje się na dwa sposoby. W najprostszym ujęciu - jako plan dochodów i wydatków, albo jako centralny fundusz, w którym gromadzi się pieniądze. Budżet obywatelski czy inaczej budżet partycypacyjny to natomiast mechanizm, polegający na wydzieleniu części budżetu miasta (lub dzielnicy - w przypadku dużych miast), o której wykorzystaniu decydować mają obywatele. Pierwszy raz w Polsce pojawił się w 2011 roku w Sopocie. Dużo ludzi cieszy się z takiego pomysłu, bo wierzy, że daje on im możliwość wpływu na wydawanie środków publicznych. Tutaj wyjaśnię dlaczego mnie taka idea nie cieszy - zwłaszcza w Szczecinku.

Problem z budżetem obywatelskim pojawia się już w samym pojęciu, bo choć pieniądze są tu częścią budżetu miasta, to w praktyce mechanizm ten rodzi częściowo podobne skutki jak funduszowanie (w funduszowaniu – pieniądze biorą się z konkretnych źródeł i wydawane mogą być tylko na odpowiednie, konkretne cele). Stanowi bowiem nieuzasadnioną fragmentację budżetu, zwiększającą na dodatek zakres możliwości nieefektywnego wydawania pieniędzy publicznych przy takim samym, lub większym obciążeniu podatkowym mieszkańców. Oczywiście miasto może trwonić pieniądze na trywialne inwestycje również bez budżetu obywatelskiego – ale jego funkcjonowanie sprawia, że takie trwonienie staje się pewne. Część środków publicznych zostaje bowiem na stałe „przymocowana” do tego rodzaju wydatków.

Budżet obywatelski to dla władz miasta przede wszystkim dawanie mieszkańcom pozorów, że mają wpływ na swoje pieniądze – odprowadzone do budżetu miasta w postaci podatków. Złudzenie takiego wyboru łagodzi niechęć do trwonienia środków publicznych. Oddając bowiem ludziom możliwość współdecydowania o części budżetu, wciąga ich w współodpowiedzialność za marnotrawienie tych pieniędzy. Wprowadzenie takiego budżetu działa też korzystnie na wizerunek władz miasta, ponieważ daje mieszkańcom poczucie dialogu i uwzględniania ich życzeń (tylko poczucie).

Nie dajcie się zwieść tym, że budżet obywatelski pozwala wam decydować o własnych pieniądzach! Jedynym rozwiązaniem faktycznie pozwalającym na to, by mieszkańcy decydowali o swoich pieniądzach, jest pozostawienie tych pieniędzy w ich kieszeniach! Państwo i samorządy zamiast więc zwiększać obciążenia finansowe – sporadycznie dając przy tym pozorną możliwość decydowania o zmarnowaniu części budżetu – powinny dążyć do redystrybucyjnego minarchizmu. Zmniejszać podatki a finansowanie ze środków publicznych jak najbardziej ograniczyć do rzeczy niezbędnych. Sporadycznie miasto mogłoby sobie pozwolić na rozbudowę np. infrastruktury służącej wypoczynkowi i rekreacji – ale pod warunkiem, że funkcjonowanie inwestycji nie będzie wiązało sie z regularnymi kosztami, których ona sama nie będzie mogła z siebie pokryć oraz pod warunkiem, że miasto nie będzie przy jej pomocy zarabiało tworząc konkurencję dla prywatnych podmiotów.

Budżet obywatelski to poza pozorami wyboru, wspomniane marnotrawienie publicznych pieniędzy. Projekty proponowane w ramach wykorzystania tego budżetu dotyczą kwestii raczej estetycznych. Na przykład w Koszalinie proponowane projekty dotyczyły m.in. stworzenia placu rekreacyjnego, specjalnego miejsca na pikniki, wybiegu dla psów, boiska do gry w kule, ławek-rzeźb, interaktywnej mapy Koszalina. Mało potrzebne, trywialne rzeczy, które głównie ucieszą dzieci, „tuczonych emerytów” (to znaczy tych nieubogich, którzy w Szczecinku zaciekle bronią PO za to, że daje im „ładne trawniki” – bo od czasu gdy dostają emerytury, całkowicie ignorują problemy części społeczeństwa, która musi pracować by się utrzymać) i innych ludzi, nie zwracających większej uwagi na problemy gospodarcze i społeczne.

Budżet obywatelski nie daje też takiej swobody działania jak sugerowałyby wypowiedzi jego zwolenników. Z drugiej strony – istnieje możliwość wykorzystania środków publicznych na rzeczy niezgodne z prawem, problematyczne pod względem etycznym lub tworzące zagrożenie.

Przykładem niech będzie tu sprawa budżetu obywatelskiego w Kraśniku z 2014 roku. Najwięcej głosów zebrał projekt zakładający przeprowadzenie remontu dachu jednego z lokalnych katolickich kościołów. Projekt zaakceptowano do głosowania, mimo że remont kościoła nie należy do zadań gminy – co potwierdziła później Regionalna Izba Obrachunkowa. Ostatecznie więc, mimo że projekt był zaakceptowany i przegłosowany, musiał zostać odrzucony na tej właśnie podstawie.

Projekt problematyczny pod względem etycznym złożono też w 2016 roku w Koszalinie – i dotyczył on rozbudowy Domu Harcerza należącego do ZHP. Gdyby wygrał – organizacja zajmująca się krzewieniem wśród młodzieży ksenofobii, nacjonalizmu, nienawiści na tle światopoglądowym oraz pogardy do słabszych (za co – gdyby polskie prawo funkcjonowało właściwie – powinna zostać zdelegalizowana, podobnie jak bratnie ONR czy NOP) – dostałaby od miasta do 50 000 zł wsparcia!

Wnoszone mogą być również projekty tworzące lub zwiększające zagrożenie. Przykładem niech będzie również proponowany w Koszalinie projekt liczników przy światłach na skrzyżowaniach, które odmierzałyby czas oczekiwania. Projekt nie wygrał. Za to podobne rozwiązanie wprowadzono wcześniej w Grudziądzu – i jak się okazało, przyniosło ono więcej szkód niż pożytku. Zarząd Dróg Miejskich w Grudziądzu przeprowadził bowiem badania, które wykazały, że na skrzyżowaniach z licznikami, większa jest liczba przejazdów na czerwonym świetle oraz liczba przypadków przekroczenia dozwolonej prędkości.

W Szczecinku (i pewnie wielu małych miastach) jest jeszcze jeden kłopot. Miejsce to jest apatyczne pod względem społecznym i politycznym. Organizacje działające tutaj są albo cieniami partii politycznych (jak stowarzyszenie Miasto z Wizją zrzeszające ludzi bliskich szczecineckiej Platformie Obywatelskiej), albo są blisko z nimi powiązane personalnie. Tym samym za różnego rodzaju „niezależnymi inicjatywami społecznymi” i tak stałyby te same osoby. Oznaczałoby to, że wszystkie (lub prawie wszystkie) projekty byłyby wnoszone przez wąskie grupy ludzi – i to oni byliby ich głównymi beneficjentami! Najważniejszą różnica pomiędzy tym co mamy teraz, a tym co przyniósłby budżet obywatelski jest to, że w tym drugim przypadku – wskazywany przez mieszkańców winny marnotrawienia środków publicznych, dostałby formalny argument obrony w postaci tego, że „przecież to mieszkańcy tak zdecydowali”.

Obawy mam też co do metod wybierania zwycięskiego projektu. W prawidłowo działającym budżecie obywatelskim, projekty wyłaniane są na drodze głosowania przez mieszkańców. Podejrzewam, że w Szczecinku, uzasadniając to dodatkowymi kosztami – wybory takie nie zostałyby przeprowadzone a projekt wyłaniany byłby przez „obiektywną” komisję, o składzie której decydowałby burmistrz, albo ewentualnie przedstawiciele wspomnianych „niezależnych” stowarzyszeń i im podobnych podmiotów, które stałyby się pośrednimi lub bezpośrednimi beneficjentami budżetu obywatelskiego.

Kolejny problem – podobnie jak przywileje socjalne, takie jak Program 500 Plus, budżet obywatelski byłby trudny do likwidacji. Jest on inicjatywą przede wszystkim propagandową, nie merytoryczną. Nie jest więc zbyt skuteczny jeżeli chodzi o kształtowanie miasta. Brak w nim celowości wydawania środków publicznych i ewentualnej spójności (np. to, że w tym roku na jednym osiedlu powstanie plac zabaw dla dzieci, nie znaczy że za rok powstanie na innym). Budzi za to społeczne zainteresowanie i pozytywne emocje. Tymczasem jeżeli wprowadza się jakąś „miłą” zmianę (nawet kosztem wzrostu podatków), to większość oburzy się gdy usłyszy o chęci wycofania się z niej. Trudno będzie o partię, która odważy się odejść od rozdawania publicznych pieniędzy przez Program 500 Plus jak i odejść od budżetu obywatelskiego – po tym jak zostanie już wprowadzony. Tak więc w przypadku zaistnienia budżetu obywatelskiego, niezależnie jaka partia wygra wybory w przyszłości, będzie musiała szukać źródeł finansowania dla pomysłów wyłonionych w ramach jego realizacji.

Budżet obywatelski w Szczecinku prezentowany jest jako szczątkowe remedium na skutki działalności zapatrzonych w siebie władz miasta. Leczyć jednak należy przyczyny a nie tylko objawy! Jeżeli władze miasta nie przypatrują się potrzebom mieszkańców, stosują nieodpowiednią gradację potrzeb, trwonią środki publiczne – to jedynym wyjściem jest zmienić taką władzę lub wprowadzić odpowiednie instrumenty kontrolne. Budżet obywatelski nie jest metodą skutecznego zaspokajania potrzeb mieszkańców. Zajmować należałoby się przede wszystkim najważniejszymi kwestiami w hierarchii. Pierwszeństwo powinno mieć wydawanie pieniędzy publicznych na usuwanie barier architektonicznych utrudniających poruszanie się niepełnosprawnym czy redukowanie zagrożeń na drogach publicznych. Tymczasem budżet obywatelski zrównuje takie potrzeby z organizowaniem imprez osiedlowych, stawianiem rzeźb i tworzeniem miejsc piknikowych.

Oczywiście będą w Szczecinku różni ludzie których nie interesuje problem bezpieczeństwa na drodze, drogich mieszkań, bezrobocia, bezdomności, niepełnosprawnych. Wspomniani wcześniej „tuczeni emeryci” z mentalnością ukształtowaną w PRL, nie będą zwracać uwagi na skutki działania władz a tylko na to, czy to co władza robi – „ładnie wygląda”. Przedstawiciele różnych fundacji czy innych „pełnych dobroci” podmiotów – będą jedynie interesować się wyciąganiem pieniędzy na wydarzenia kulturowe, które pomogą wypromować się im samym lub zaprzyjaźnionym działaczom partyjnym, albo po prostu budować swój majątek kosztem miasta. Wpływ takich postaw na politykę należy ograniczać a nie je podbudowywać. Budżet obywatelski temu jednak nie służy.

Czy budżet obywatelski w Szczecinku zaistnieje? Niedawno pojawiła się prywatna inicjatywa petycji do Rady Miasta w tej sprawie. Miasto już poinformowało, że nie przewiduje wprowadzenia budżetu obywatelskiego – być może dlatego, że był to pomysł z zewnątrz a nie pomysł szczecineckich „wizjonerów”. Podejrzewam, że na krótko przed wyborami może on wrócić – przedstawiony jako własna inicjatywa którejś z partii.

Zastanówcie się więc czy budżet obywatelski w Szczecinku to dobra rzecz. Czy chcecie dać samorządowi kolejny powód by sięgał do waszych kieszeni – tylko po to by raz w roku móc zdecydować jak ma wyglądać absurd za kilkadziesiąt tysięcy złotych, który przed wyborami i tak zostanie wykorzystany do promocji lokalnych partii?

Czytaj również