Ile jest w Polsce katolików?

Drukuj

Kościół Katolicki często powtarza, że katolicy stanowią w Polsce około 90% społeczeństwa. Jak daleko posunięte jest to kłamstwo można zobaczyć nie tylko obserwując ludzi wokoło. Dowody na to podsuwa nawet sama doktryna oraz statystyki Kościoła Katolickiego.

Na początku należałoby zdefiniować o kim tutaj w ogóle mowa i kogo chce się policzyć. Jeżeli na pojęciu którego desygnatem jest idea czy ideologia buduje się inne – którego desygnatem jest człowiek, zwykle pojęcie to oznaczać będzie osobę wyznającą ową pierwotnie określoną idee czy ideologię, Tak więc liberałem nazywa się człowieka o liberalnych poglądach. Komunistą – człowieka o poglądach komunistycznych. Katolikiem będzie tym samym człowiek o poglądach katolickich.

Katolicyzm to z kolei doktryna, na którą składa się zespół wielu pomniejszych poglądów, takich jak: uznanie konieczności zwierzchności Kościoła nad państwem, konieczności podporządkowania się papieżowi, sprzeciw wobec wolności słowa, wolności wyznania, demokracji, potępienie prawa do zawierania małżeństw innych niż katolickie, wiara w Boga, boskość Jezusa, w nieomylność papieża i kolegialną nieomylność biskupów, moc relikwii, zbawienie – dostępne tylko w obrębie katolickiej wspólnoty itp. Tak więc katolikiem będzie człowiek, który te wszystkie poglądy wyznaje.

Podobnie wygląda to w wewnętrznym prawie Kościoła Katolickiego. Katolik musi przyjmować katolicki światopogląd (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 750). Negowanie jakiegokolwiek elementu doktryny, powątpiewanie w jakąś z „prawd” katolickich – czyni go heretykiem (kan. 751). Heretyk podlega zaś ekskomunice – czyli wyłączeniu ze wspólnoty (kan. 1364). Zgodnie więc z wewnętrznym prawem Kościoła, ktoś kto np. choćby powątpiewa w kolegialną nieomylność biskupów (kan. 749, § 2) czy w potrzebę walki z wolnością słowa (encyklika Mirari Vos – Grzegorza XVI), jest heretykiem i nie powinien nazywać siebie katolikiem.

Problem tutaj leży w tym, Kościół Katolicki swojego prawa nie realizuje, ponieważ chce upiększać swoje statystyki i tym samym zniekształcać obraz rzeczywistości. Dzięki temu może używać argumentu „większości”, który wraz z wypaczonym rozumieniem demokracji – w postaci tyranii większości nad mniejszościami – stanowi nierzadko skuteczne narzędzie do forsowania prawnych regulacji. Kościół może również w ten sposób wykorzystywać skłonność ludzi do konformizmu informacyjnego oraz konformizmu normatywnego – co objawi się tym, że np. deklarują oni katolicyzm, bo widzą, że większość to deklaruje. Tym samym zjawisko wypaczania obrazu rzeczywistości zaczyna napędzać się samo.

Przybliżona liczba 90% – którą tak Kościół Katolicki lubi przywoływać, to nie procent katolików w społeczeństwie – jak każe on ją interpretować, ale liczba wskazująca odsetek obywateli, którzy jedynie zostali ochrzczeni w jego wspólnocie. Zazwyczaj jako niemowlęta, przez rodziców którzy robili to bezrefleksyjnie w obawie przed społecznym ostracyzmem. Formalnymi katolikami są więc ludzie, którzy wcale nie muszą wyznawać katolickich poglądów. Innymi słowy – formalny katolik a faktyczny katolik to nie to samo. Kościół każe natomiast społeczeństwu wierzyć, że sam fakt iż ktoś został ochrzczony jako niemówiące, nieświadome tego aktu dziecko – determinuje jego całkowicie katolicki światopogląd na resztę życia.

Nie ma bezpośrednich, ścisłych danych na temat tego, jak wielu jest w Polsce katolików. Są jednak liczby, które pośrednio wskazują przybliżoną ich ilość. Należą do nich dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Za istotne należy tu uznać dwa wskaźniki: stosunek ludzi obecnych na niedzielnej mszy w stosunku do liczby formalnie zobowiązanych (dominicantes) oraz stosunek ludzi przystępujących do komunii w stosunku do liczby formalnie zobowiązanych (communicantes). Po uwzględnieniu liczby zobowiązanych (stanowi ją liczba formalnie przynależących do wspólnoty pomniejszona m.in. o szacunkową liczbę dzieci do lat 7) i odniesieniu jej do liczebności polskiego społeczeństwa, można wyliczyć jaki odsetek obywateli uczęszcza na mszę i przyjmuje komunię (szczegóły dotyczące wyników i samych obliczeń znajdziecie w analizie Rafała Maszkowskiego – GUS nie wierzy w Ordynariat Polowy czyli gdzie zaginęło 3,2 miliona Polaków – z której zaczerpnąłem podane tu liczby). Tak też okazuje się, że np. w roku 2013 – 27,9% obywateli Polski uczęszczało na mszę, zaś 11,6 przyjmowało komunię.

Liczby te można uznać za istotne z racji obowiązku uczestnictwa we mszy (i przyjmowania komunii) – jaki katolicyzm nakłada na wiernych (kan. 1247). Ludzie, którzy nie uczęszczają na mszę i odrzucają ten obowiązek, naruszają Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 751, czyniąc siebie heretykami i na mocy prawa, teoretycznie wykluczają się ze wspólnoty. Nie są to jednak liczby ścisłe, ponieważ nie tylko są naznaczone błędami pomiarowymi, ale i nie uwzględniają innych obowiązkowych dla katolika praktyk czy wyznawanych poglądów. Można więc je uznać za wskaźnik górnej granicy liczby katolików w Polsce – jako, że uczestnictwo we mszy nie musi oznaczać całkowitej zgodności poglądów tych ludzi z doktryną i polityką Kościoła Katolickiego. W przybliżeniu można więc uznać, że faktyczni katolicy stanowili w przykładowym 2013 roku, nie więcej niż – od 11,6% do 27,9% polskich obywateli. Należy przy tym wziąć pod uwagę to, że wskaźniki te z roku na rok maleją.

Otrzymane liczby względnie korelują (przynajmniej w skali większość-mniejszość) z innymi wskaźnikami, mogącymi pokazywać przybliżony odsetek katolików. Takim wskaźnikiem są na przykład wyniki wyborów parlamentarnych. Jeżeli bowiem wygrywają w nich politycy o liberalnych poglądach, zwolennicy demokracji, prawa do zapłodnienia in vitro, przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę – to znaczy, że bardzo duża liczba wyborców zagłosowała wbrew katolickim poglądom, a więc raczej ich nie wyznaje (przy czym wynik jest mało precyzyjny z powodu dużej liczby niegłosujących). To samo dotyczy różnych badań opinii publicznej np. dotyczących tematu zapłodnienia in vitro czy stosowania antykoncepcji – tutaj jednak należy uwzględnić fakt, iż badania prowadzone są na niewielkiej grupie w przybliżeniu mającej reprezentować społeczeństwo.

Pozostaje jeszcze kwestia tożsamości. Wielu ludzi mimo, że nie podziela katolickich poglądów – czyli nie jest katolikami – uważa siebie za katolików. Należy więc tu wyjaśnić – deklarowanie czegoś czy przeświadczenie o byciu kimś, nie stanowi o rzeczywistości. Przeświadczenie o byciu zdrowym, ważnym, o posiadaniu wiedzy itp. – nie musi być zgodne z faktami. Podobnie jest w kwestii uznawania siebie za katolika. Katolicy to przede wszystkim granfalon – czyli grupa istniejąca w świadomości jej członków. Granfalony są wykorzystywane na szeroką skalę m.in. w reklamie marketingowej. Wykorzystywanie granfalonów to też jedna z podstawowych strategii Kościoła Katolickiego.

Kościół w imię swoich interesów chce fałszować obraz rzeczywistości. Nie zamierza rzetelnie podchodzić nawet do własnych statystyk. Argument prawa kanonicznego odrzuca wymówkami o tym, że heretyk sam w swoim sumieniu wyłącza się ze wspólnoty i nie trzeba tego formalizować – choć gdy chodzi o chrzest to nawet świadomość dziecka się nie liczy, tylko formalne włączenie do wspólnoty. Straszenie posłów ekskomuniką – w razie gdyby głosowali wbrew doktrynie Kościoła, zawsze też ogranicza się tylko do samego straszenia. Co więcej, Kościół nie tylko nie wyklucza formalnie heretyków, ale i stara się utrudniać występowanie ze wspólnoty tym, którzy chcą świadomie tego dokonać: komplikuje procedury; unika przyjmowania oświadczeń woli; rozpowszechnia fałszywe informacje itp. To wszystko pokazuje jak ważne jest dla Kościoła to, żeby liczba przynależących do jego wspólnoty była zawyżona – i że chętnie będzie on głosił nieprawdę by tylko sprawiać pozory katolickiej większości a przez to utrzymywać społeczne oraz polityczne wpływy.

Czytaj również
  • Grzegorz K

    Powoli normalniejemy.
    Z roku na rok coraz mniej nawiedzonych wierzy w cuda na kiju i zawsze dziewice…

  • Sebastian Piotrowski

    w szkole powinno być religioznawstwo kończące się swego rodzaju egzaminem, gdzie każdy określał by swoje poglądy w kategoriach w jakich wszystkie religie i ideologie definiują przynależność do nich… naprawdę uśmiałbym się gdyby wyszło że 90% to sataniści i na dodatek sataniści ateistyczni ;)

    • Izabela Szczypka

      Na logikę, nie da się być satanistą ateistycznym – z samej definicji. Poza tym – zgadzam się.

      • Sebastian Piotrowski

        No widzisz jednak jest inaczej, wyróżnia się satanizmy: teistyczny i ateistyczny. Za wikipedią:
        „satanizm ateistyczny, nie związany z czcią jakiegokolwiek bóstwa, tylko powiązany z kultem między innymi władzy, zmysłowości, sił natury[1].”
        Sam znalazłem tą opcję w jakimś pół serio pół poważnym teście ideologii jakie krążą po internecie.
        Zgodnie z tymi założeniami każdy kto uznaje że jego życiem kieruje jego wolna wola a nie wola boska jest satanistą — co według mnie jest naciągane.

  • Wojciech Wróblewski

    Nie ile, tylko ilu. Taki błąd i to w tytule zniechęca do dalszej lektury

    • Krzysztof Serafiński

      Tytuł odnosi się głównie do zakresu procentowego a pisze się „ile jest procent katolików” nie „ilu jest procent katolików”.

    • Dacjan Ździabek

      Dokładnie tak. W artykule nie ma mowy o liczbie tylko udziale procentowym katolików w społeczenstwie. Zjebałeś Wróbel.

  • Tomasz Trela

    Co zrobić aby formalnie stać się heretykiem? :D

    • Olga Nowak

      Jaki sens ma dla Ciebie status heretyka? Osoba ekskomunikowana czyli heretyk, zostaje wykluczona jedynie z życia religijnego. Wiernym Kościoła pozostaje jednak nadal. Kler wlicza ją do ogólnej liczby wiernych Krk w myśl doktryny „semel catholicus, semper catholicus”.

      • Tomasz Trela

        To czas aby wykluczyli z KK. Szczególnie jeżeli nie jest się chrześcijaninem. Czy poganin powinien należeń do KK?

        • Olga Nowak

          Kto i kogo miałby wykluczyć z Krk? Człowiek, który nie przyjął sakramentu chrztu, siłą rzeczy nie jest chrześcijaninem, a więc nie należy do Kościoła.
          Poganin gdy się ochrzci, zostanie wiernym Krk.

          • Tomasz Trela

            Gdy się ochrzci, a jeżeli chce wyjść z KK?

  • Iga Patyk
  • Olga Nowak

    „Problem tutaj leży w tym, Kościół Katolicki swojego prawa nie realizuje, ponieważ chce upiększać swoje statystyki i tym samym zniekształcać obraz rzeczywistości.” Nie o estetykę chodzi klerowi, a o jego fundament nieograniczonej władzy i stałego dopływu bogactwa. 90-95% wiernych Krk stanowi wg. kleru podstawę do nazywania Polski krajem katolickim.
    Swoje „prawo” do usuwania tzw. heretyków ochoczo wręcz realizuje! Widać Szanowny Autor nie zorientował się w przebiegłości hierarchów katolickich. Chętnie ( poza nielicznymi wyjątkami) proboszczowie udzielają ekskomuniki, bo skutkuje ona tylko wyeliminowaniem osobnika z życia religijnego, ale pozostaje on nadal zaliczany do statystyki wiernych Krk, w myśl doktryny „semel catholicus, semper catholicus”.

  • Wspólnota Radości

    Bardzo potrzebny artykuł.
    Zapraszamy do nas, do Kościoła Radości (www.KosciolRadosci.org).

    Wspólnie zmieniajmy świat.

    Domagamy się m.in. prostego i powszechnie dostępnego mechanizmu tak zwanego „wypisania się” z kościoła
    rzymskokatolickiego dla osób, które nie poczuwają się do bycia członkami tego kościoła – a zostały „członkami” wbrew swojej woli, poprzez rytuał chrztu. (Mechanizm ten powinien być podobny w swojej prostocie do cofania zgody na przetwarzanie danych osobowych).

    Wpisywanie do rejestrów kościoła katolickiego następuje w momencie rytuału chrztu, a dokonywane jest najczęściej na nieświadomym niczego dziecku, noworodku. Samo przeprowadzanie tego symbolicznego rytuału, wynikające z woli rodziców dziecka, jest dopuszczalne, natomiast nie jest dopuszczalne wykorzystywanie rejestru osób ochrzczonych do „potwierdzania” liczby wyznawców religii rzymskokatolickiej (czy innej) w Polsce. Problem jest istotny, ponieważ dotychczasowa praktyka fałszuje faktyczny obraz struktury religijności Polaków. Na podstawie statystyk opartych na fakcie ochrzczenia niemowląt, Watykan domaga się następnie powszechnego dofinansowywania oraz uprzywilejowanego wspierania jego struktur (Kościoła) w Polsce, powołując się przewrotnie na polskie prawo – na zawartą przez Watykan z państwem polskim, umowę Konkordatu.

    Damagamy się również m.in.:
    — całkowitego zaprzestania finansowania składek zdrowotnych, społecznych i rentowych osób duchownych z budżetu państwa;
    — całkowitego zaprzestania finansowania nauczania religii ze środków publicznych oraz wycofania nauczania religii ze szkół publicznych;
    — zdjęcia krzyża z głównego miejsca w sali polskiego Sejmu lub zawieszenie obok krzyża również innych symboli
    religijnych/światopoglądowych, zgodnych z uczuciami posłów (w liczbie minimum dwóch), w tym również symbolu ateistów: A (..)