Podłością i świętością

Drukuj

Gdyby ktoś w Polsce wywiesił na stadionie transparent postulujący wieszanie katolickich księży, nawoływał do odebrania katolikom wszelkich praw, wymalował jakieś napisy na którymś z pomników Jana Pawła II, albo nazywał publicznie "bohaterstwem" i "patriotyzmem" palenie żywcem całych katolickich rodzin - od razu by się nim chętnie zajęła prokuratura. Co innego gdy dzieje się to w drugą stronę.

Kościół Katolicki regularnie nawołuje do nienawiści. Tak zdobywał i utrzymywał władzę przez wieki. Jednocześnie cały czas zasłania się wizerunkiem instytucji świętej, wyłącznie religijnej, stojącej na straży moralności, będącej fundamentem państw w których działa. Retoryka ta przenosi się oczywiście na środowiska katolickie (faktycznych katolików oraz ludzi przyjmujących katolicki sposób myślenia), które same zaczynają nieść podobny przekaz. Zasadniczym problemem jest tu to, że organy państwowe za nawoływanie do nienawiści uznają tylko najbardziej oczywiste, bezpośrednie wypowiedzi. Wystarczy jednak robić to w bardziej pokrętny sposób – i problem ignorują a podżeganie staje się czymś zgodnym z prawem oraz społecznie akceptowalnym.

Środowiska katolickie regularnie nawołują do budowania katolickiej Polski – a więc Polski, w której niekatolicy nie mieliby prawie żadnych praw – z niemałym prawdopodobieństwem, również prawa do życia. Pochwalają organizacje takie jak NSZ i NZW – odpowiedzialne za zbrodnie, których motywem była światopoglądowa (wyznaniowa) lub etniczna odmienność. Gloryfikują publicznie morderców – takich jak Eligiusz Niewiadomski, którego uznają za bohatera, ponieważ zamordował prezydenta ateistę i liberała – Gabriela Narutowicza. Pochwalają sprzymierzeńców Trzeciej Rzeszy – takich jak Degrelle. Wykorzystują elementy nazistowskiej symboliki – czego przykładem są flagi wzorowane na flagach NSDAP czy plakaty – jak plakat promujący „Marsz Patriotów” zorganizowany 11 listopada 2015 roku przez NOP we Wrocławiu.

Ubliżają wszystkim niepodzielającym katolickich poglądów – od „lewaków”, „antypolaków”, „zdrajców Polski”. Na tej samej podstawie pomawiają o związki z komunizmem – jednocześnie powtarzając, że „komunistów” trzeba tępić: że zasługują na „kulę w łeb”, że będą „wisieć na drzewach zamiast liści”. Na swoich manifestacjach grożą „Wyszyńskiego pamiętamy, ateistom żyć nie damy” i „znajdzie się kij na lewacki ryj”. Dla liberalnych polityków oficjalnie przewidują „szubienice” i „brzytwę”. Niszczą mienie publiczne i prywatne. Niszczą groby – np. żydowskie czy tatarskie, zaś szczególnym aktem „odwagi” jest dla nich zniszczenie grobu jakiegoś komunisty. W swojej muzyce niosą treści o budowaniu Polski tylko dla katolików, o rozprawianiu się z ludźmi o innych poglądach, o topieniu w Wiśle homoseksualistów lub strzelaniu im w głowy (np. piosenki Wuem Enceha – „Wielka Polska” i „Zakaz pedałowania”).

Niech jednak tylko media nagłośnią czyjąś krytykę takich zachowań. Niech tylko ktoś złoży zawiadomienie do prokuratury czy zgłosi taki incydent na policję. Od razu podniesie się krzyk o „konfidentach” i „zdrajcach Polski”. O prześladowaniu „patriotów”, powrocie „komunizmu” oraz ataku na Kościół Katolicki i polskość. Oni przecież nikomu nie ubliżają – tylko „mówią prawdę”. Nie nawołują do nienawiści – tylko „głoszą nauki Chrystusa”. Nie czczą zbrodniarzy mordujących niewinnych – a „bohaterów” którzy zabijali „komunistów”. Nie są wandalami – tylko wyrażają swój „radykalny patriotyzm” (w przypadku zniszczenia grobu komunisty, nawet minister z kościelnej partii potrafi zainterweniować w ich obronie). Jak zaś już uznają, że jakiegoś przypadku nie dadzą rady obronić – wtedy udają, że nie mają z tym nic wspólnego i robią z siebie ofiary rzekomego pomawiania i obrażania.

Schemat jest prosty – prowokować robiąc coś podłego a potem zasłaniać się jakimiś „świętościami” (patriotyzmem, tradycją, pobożnością, uczuciami religijnymi) lub w ostateczności – udawać, że się nie ma z tym nic wspólnego. Niestety wielu w Polsce – w tym sędziowie i prokuratorzy – daje się nabrać na taką pokrętną retorykę, albo jej świadomie ulega. Cieszą się wrogowie liberalizmu, agresywni troglodyci i zwykli złośliwcy. Uczciwi ludzie mają jeszcze większe powody do zmartwień.

Przykładem jak ignorując ten problem można samemu sobie zaszkodzić, niech będzie Platforma Obywatelska. Z jednej strony była nieustannie atakowana ze strony katolickich środowisk – z drugiej była uległa wobec Kościoła, a nawet pomagała stronie katolickiej kręcić na siebie bat w postaci narzędzi antyliberalnej animacji kulturowej. Takich jak kult „żołnierzy wyklętych” (czyli wspomnianych NSZ i NZW). PO ten kult akceptowała a nawet wspierała. Tymczasem jest on elementem rewizjonizmu historycznego, mającego uderzyć w całą stronę liberalną – tak faktyczną jak i udawaną – czyli również w PO. Hasła o „komunistach” z PO, obraz stadionowych „patriotów” walczących z „komuną” Tuska i Komorowskiego, moda na polityków „antysystemowych” i popularyzacja antyliberalnych poglądów wśród młodzieży – to po części skutek propagandy związanej kultem „żołnierzy wyklętych”. W ten sposób PO sama pomogła budować ofensywę przeciwko sobie!

Pozostaje więc jedno ważne pytanie. Czy w końcu inne partie chcące uchodzić za liberalne, policja, prokuratorzy, sądy, dyrektorzy szkół – zajmą się tą kwestią z należytą powagą i zaczną traktować podżegaczy, totalitarnych agitatorów i wandali – tak jak powinni (i jak przewiduje polskie prawo), czy również pomogą spuścić na siebie i całe społeczeństwo ciężar skutków tego zjawiska?

Czytaj również
  • Piotr Runowski

    1. Powiedziałbym raczej, że są to srodowiska podłączajace się pod katolicyzm, niż środowiska katolickie.
    2. Za czasów PO możemy mówić raczej o kulcie AK, kult NSZ i żołnierzy wyklętych (skądinąd często dzielnych ludzi walczących w słusznej sprawie, tylko całkowicie sprzecznej z ówczesną polską racją stanu) to specjalność PiS.