Rozdział państwa od Kościoła i koncert Behemotha – odpowiedź na artykuł ks. Wojciecha Parfianowicza

Drukuj

Na stronie koszalińsko-kołobrzeskiego Gościa Niedzielnego pojawił się artykuł ks. Wojciecha Parfianowicza - "Rozdział Państwa od Kościoła, czyli...", będący odpowiedzią na felieton burmistrza Szczecinka Jerzego Hardie-Douglasa - a dotyczący rozdziału państwa od Kościoła, koncertu zespołu Behemoth oraz kwestii zapłodnienia in vitro. Nie będę tu brał udziału w dyskusji między księdzem a burmistrzem. W tekście ks. Parfianowicza jest jednak tyle pokrętnej retoryki, że postanowiłem odnieść się do kilku jego fragmentów.

Ks. Parfianowicz w swoim artykule zniekształca rozumienie istotnych pojęć, stara się żerować na lękach, stosuje podwójne standardy etyczne. Już na początku próbuje obecne w Polsce postulaty dotyczące świeckości państwa zaprezentować jako coś przeciwnego niż to, czym są w rzeczywistości.

Przy okazji lektury felietonu, zadałem sobie pytanie, o co właściwie ma chodzić w tak pożądanym przez niektórych rozdziale Państwa od Kościoła. Nie żyjemy wszak w Państwie teokratycznym, ani takim, jak np. Wielka Brytania, czy Dania, gdzie religia ma status państwowej, a głowa Państwa jest jednocześnie głową Kościoła. Niektórzy rozdział Państwa od Kościoła rozumieją jako wykarczowanie przestrzeni społecznej z wszelkich przejawów religijności.

Pierwsza kwestia jaką należy wyjaśnić – państwo wyznaniowe i państwo klerykalne to nie to samo. W Wielkiej Brytanii istnieje religia państwowa, ale Kościół Anglikański nie jest klerykalny – to kościół podlega królowi a nie odwrotnie. Kościół Katolicki jest instytucją klerykalną – to on ma stać ponad państwem: ponad władzami, którym będzie mówił jak mają rządzić i ponad prawem, któremu nie będzie podlegał. Polska nie jest państwem wyznaniowym ani całkowicie klerykalnym (w tym wypadku katolickim). Klerykalizm jednak się w Polsce przejawia – a Kościół chce jego pogłębiania.

Formalnie Polska jest państwem demokratycznym i świeckim. W praktyce jest demokracją nieskonsolidowaną – czy inaczej demokratoidem, jak to określił Stanisław Lem. Demokracja więc jest tu wypaczona, pełno w niej różnych patologii. Również w kwestii świeckości i niezależności od Kościoła. Przykłady można wymieniać długo: w szkołach publicznych za pieniądze podatników katechizuje się dzieci; w państwowych instytucjach wiszą krzyże; w wojsku mamy oficerów politycznych zwanych kapelanami; częścią państwowych obchodów są katolickie msze; prywatne uczelnie katolickie – jak Katolicki Uniwersytet Lubelski są finansowane z budżetu.

Autor stwierdza, że „Niektórzy rozdział Państwa od Kościoła rozumieją jako wykarczowanie przestrzeni społecznej z wszelkich przejawów religijności”. Jacy „niektórzy”? Czy aby nie istnieją oni głównie w głowach ludzi takich jak ks. Parfianowicz? Z tego co ja widzę bowiem, o wyczyszczeniu przestrzeni społecznej ze wszelkich przejawów religijności mówi głównie katolicki kler i bliskie mu media. Po to by – jak sądzę – skojarzyć postulat świeckości państwa, jego rozdzielności z Kościołem – z jakąś tyranią, która będzie zakazywała ludziom wyznawać religii.

W Polsce najczęściej rozdział ten rozumiany jest z perspektywy liberalnej – czyli nie jako usuwanie przejawów religijności ze sfery społecznej, a jako usuwanie obecności Kościoła Katolickiego ze sfery państwowej (samorządowej). Jest to zresztą istotny element nie tylko dla ochrony swobód obywatelskich ale i dla polskiej suwerenności – wszak obecność katolickiej symboliki czy przedstawicieli Kościoła w urzędach, szkołach, wojsku, to obecność symboli i przedstawicieli obcego państwa.

Skąd bierze się przekonanie, że to właśnie światopogląd ateistyczny, liberalny, relatywistyczny, to ten podstawowy, zerowy, który ma służyć jako punkt wyjścia, albo dojścia dla oczekiwanego Państwa neutralnego światopoglądowo, czyli, jak to się mówi, świeckiego? Czy podejście ateistyczne, liberalne, nie jest po prostu jednym ze światopoglądów, tak samo „nieneutralnym” jak ten katolicki? Na czym w ogóle ma polegać owa mityczna neutralność światopoglądowa? Na rozdwojeniu jaźni? Na udawaniu, że publicznie, wartości chrześcijańskie mnie nie obchodzą, bo obchodzą mnie tylko prywatnie, po godzinach?

Główna manipulacja Ks. Parfianowicza w tym akapicie polega na przedefiniowaniu neutralności państwa tak by wyszło z tego coś absurdalnego. Przedmiotem neutralności światopoglądowej państwa nie jest państwo – które z założenia opiera się na jakiejś ideologii – a istniejący w tym państwie ludzie i instytucje. Oznacza to, że państwo nie może traktować w uprzywilejowany sposób ani dyskryminować nikogo ze względu na wyznanie. Takie państwo nie promuje teizmu, albo ateizmu jak i nie promuje związków wyznaniowych czy bezwyznaniowości. Z tym niestety w Polsce są problemy – bo strona katolicka jest na liczne sposoby uprzywilejowana – co tym samym doprowadza do dyskryminacji strony niekatolickiej.

Słowa o rozdwojeniu jaźni rozumiem jako odniesione do rzekomego polityka czy urzędnika będącego katolikiem, który musiałby wykonując obowiązki, działać wbrew swoim poglądom. Wyjaśnię więc. Jeżeli ktoś jest faktycznie katolikiem, powinien wiedzieć, że w państwie demokratycznym od ludzi na stanowiskach państwowych (samorządowych) wymaga się przestrzegania szerokiego zakresu prawa – które nie jest spójne katolickim światopoglądem. Ktoś taki więc nie powinien podejmować się pracy na takich stanowiskach. Tak jak pacyfista nie pcha się do wojska, żeby potem narzekać, że uczą go tam strzelać.

Przypomnę zresztą, że Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 1868 stanowi, iż grzechem dla katolika jest również współdziałanie w grzechu innych i nie potępianie tego co katolicyzm uznaje za złe. Czym zaś jest bycie urzędnikiem, burmistrzem, posłem, prezydentem w państwie świeckim i demokratycznym – jak nie byciem częścią „grzesznego” i „heretyckiego” systemu demokratycznego? Z drugiej strony jeżeli jakiś polityk czy urzędnik nie podziela katolickich poglądów: nie potępia demokracji, jest zwolennikiem wolności słowa i wyznania, nie chce delegalizacji antykoncepcji, delegalizacji małżeństw cywilnych, itd. – to nie jest katolikiem i nie powinien siebie za takiego uważać. Niech więc ci, którzy nie podzielają katolickich poglądów nie udają katolików a katolicy niech trzymają się z daleka od zawodów wymagających podejmowania działań niezgodnych z katolicyzmem – i nie będzie „rozdwojenia jaźni”.

A może neutralność ma oznaczać obojętność, np. na zło? Czy można pozostać „neutralnym” wobec pogardy, wobec krzywdzenia drugiego człowieka?

Neutralność światopoglądowa państwa nie oznacza obojętności na zło, pogardę i krzywdzenie innego człowieka – jak sugeruje ks. Parfianowicz. To właśnie pogarda i pochwała dla krzywdzenia drugiego człowieka płynące ze strony Kościoła Katolickiego sprawiają, że coraz więcej ludzi dostrzega, iż są w Polsce z tą neutralnością problemy. Kościół nie obawia się, że neutralność będzie obojętnością na zło. Kościół obawia się tego, przez taką neutralność nie będzie mógł dalej zasłaniać się religią by unikać odpowiedzialności – za własne zło. Gdy bowiem taka neutralność i niezależność państwa zaczną działać – karane tak jak każde inne, będą podmioty związane z Kościołem Katolickim: katolickie media nawołujące do nienawiści na tle wyznaniowym i etnicznym; katoliccy „patrioci” niszczących groby i pomniki czy publicznie rzucający postulaty do mordowania kogoś; księża dopuszczający się przekrętów finansowych lub nawołujący do ustanowienia państwa totalitarnego; politycy wspierający kult katolickich zbrodniarzy. To stronie katolickiej zależy na ignorowaniu pogardy i krzywdzenia innych. Na ignorowaniu dyskryminacji, mowy nienawiści, aktów przemocy i wandalizmu. Stąd takie inicjatywy jak wystosowany w ostatnim czasie przez środowiska katolickie wniosek o delegalizację Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Dalej ks. Parfianowicz odnosi się do mającego się odbyć w Szczecinku koncertu zespołu Behemoth. Najpierw zaznacza.

Do finansowania z budżetu miasta mają prawo inicjatywy katolickie, jak i niekatolickie. To dla mnie oczywiste.

Parę zdań później zaś stwierdza:

Koncert zespołu Behemoth nie powinien być organizowany przez publiczną instytucję kultury, nie dlatego, że zespół ten głosi poglądy inne niż Kościół, ale dlatego, że otwarcie szydzi z wiary, publicznie obraża ludzi wierzących, niewybrednie kpi z ważnych dla tych ludzi wartości.

Tak więc nie można wesprzeć koncertu bo „szydzi”, ale można wspierać inicjatywy katolickie – mimo, że Kościół Katolicki obraża, podżega, pomawia (a celem jego ataków nie są tylko symbole a żyjący ludzie)? Kościół Katolicki też szydzi innych poglądów (np. przez wypaczanie cudzych postulatów, by sprowadzić je do absurdu i przez to po cichu wyśmiać – jak to uczynił ks. Parfianowicz z ideą państwa neutralnego pod względem wyznaniowym). Ludzi niepodzielających katolickich poglądów wyzywa od „lewactwa”. Regularnie pomawia wszystkich liberałów o to że są „komunistami”. Ateistów dehumanizuje, głosi że nie są zdolni przestrzegać jakichkolwiek zasad moralnych. Dyskredytuje osoby poczęte drogą in vitro – robiąc z nich niedorozwinięte umysłowo. Kpi z buddystów, ludzi słuchających pewnych gatunków muzyki czy ćwiczących jogę – mówiąc, że oddają się pod wpływ Szatana. Nie słyszałem o przypadkach znieważania czy atakowania katolików z powodu samych treści niesionych przez zespoły takie jak Behemoth. O aktach przemocy, wandalizmu i agresji słownej – spowodowanych katolicką retoryką usłyszeć można zaś często.

Czy ktoś, kto tworzy takie rzeczy, kto drze na koncercie Biblię krzycząc „żryjcie to g..wno”, kto o wielkim Polaku, jakim był Jan Paweł II, którego Sejm RP w specjalnej uchwale nazywa „najważniejszym z Ojców niepodległości Polski”, śpiewa: „Dziś czas by sięgnąć po głowę tego, powolnego, który taki zgarbiony i niedołężny, siedzi na tronie Watykanu! Dziś my karcimy waszego, ścinamy głowę Watykanu, którą wyślemy zanim przyjdzie tam, gdzie wasza wiara rozpostarła swe brudne skrzydła”; że ktoś taki jest godny jakiegokolwiek promowania, a jego twórczość można zakwalifikować w ogóle jako przejaw ludzkiej kultury, którą powinno polecać miasto i podległa mu instytucja, zajmująca się kulturą?

Choć autor zapewniał, że problemem nie jest głoszenie innych poglądów niż katolickie, parę zdań później neguje prawo do potępiania Jana Pawła II. Dla niekatolika a już w szczególności liberała, Jan Paweł II jest osobą zasługującą na krytykę nie tylko dlatego, że przewodził Kościołowi Katolickiemu, ale też ze względu na konkretne działania z tego wynikające, np. wspieranie totalitarnych reżimów – jak argentyński czy poszczególnych osób – jak Ante Gotovina. Istotą argumentu ks. Parfianowicza jest odmowa prawa do – w tym wypadku artystycznego – potępienia postaci historycznej, która w pełni na to zasługuje. Metoda przekazu nie jest najlepsza, ale biorąc pod uwagę to, że Kościół stara się stłamsić nawet merytoryczny głos krytyki Jana Pawła II – sam po części do takich form przekazu sprowokował.

Uznaję różnorodność poglądów i nikomu nie odbieram prawa do ich wyrażania. Jednak wewnętrznie nie zgadzam się na deptanie ludzkiej godności. To, co czyni zespół Behemoth, nie jest i nigdy nie było cywilizowaną różnicą poglądów, życzliwą dyskusją, czy nawet ostrą satyrą. Twórczość tego zespołu jest publicznym i niestety bezkarnym gwałceniem podstawowej ludzkiej wartości, do której uznania nie potrzeba być wierzącym. Mówię tu bowiem o szacunku do drugiego człowieka, którego, niestety, w naszej przestrzeni publicznej jest coraz mniej.

Tutaj autor wylewa swoje życzenia – jak chciałby zostać odebrany. Nie – ks. Parfianowicz nie uznaje różnorodności poglądów, skoro chce tłumienia negatywnego zdania o papieżu. Jest zresztą przedstawicielem Kościoła Katolickiego – który w swojej doktrynie potępia wolność poglądów. Nie sądzę też by ks. Parfianowicz nie zgadzał się na deptanie ludzkiej godności, skoro postanowił reprezentować regularnie depczący ludzką godność Kościół Katolicki.

To prawda, że w przestrzeni publicznej coraz mniej jest szacunku do drugiego człowieka – ale do tego w znacznym stopniu przyczynił się właśnie Kościół Katolicki. To Kościół sprowadził argumentację w debacie publicznej – do ubliżania od „lewactwa”, „komuchów” i „zdrajców”. Do tego, że każdy argument strony przeciwnej można zagłuszyć krzycząc „komunistyczna propaganda”. Do negacji samej podmiotowości przeciwnej strony społecznej debaty i sprowadzenia jej do rangi „wrogów ojczyzny”, z którymi się nie rozmawia, tylko których należy z Polski wygnać lub wytępić.

Do całej poruszonej w artykule sprawy in vitro nie będę się tutaj odnosił – z racji, że jest on odpowiedzią na artykuł Jerzego Hardie-Douglasa. Odniosę się jednak do jednego fragmentu.

Jeśli chodzi o sprawy bioetyczne, argumenty teologiczne nie są dla Kościoła jedynymi, gdyż Ewangelia nie dla wszystkich jest racją wystarczającą. To zresztą dość „średniowieczne” podejście, jeśli na ten okres w historii ludzkości spojrzeć mniej stereotypowo. Tylko przypomnę, że to właśnie w średniowieczu, obok katedr, w Europie rosły uniwersytety, gdzie kwitło życie naukowe. Fakt, wielu naukowców było jednocześnie duchownymi. Wiem, że dla wielu to nieprzekraczalna wada.

Kościół swoje opinie na tematy bioetyczne formułuje nie na podstawie żywotów świętych, ale najnowszych osiągnięć nauki. Wiara nie wyklucza bowiem racjonalności.

Nie słyszałem o żadnym tekście ewangelicznym potępiającym zapłodnienie in vitro. Kościół Katolicki zresztą z tekstami ewangelicznymi ma niewiele wspólnego. Lubi się jedynie nimi od czasu do czasu zasłaniać. Zapłodnienie in vitro dla Kościoła nie jest problemem etycznym czy teologicznym, ale kwestią zysku społeczno-politycznego. Jednym z pierwszych argumentów ze strony katolickiej z jakim się spotkałem był argument mówiący, że z in vitro rodzą się dzieci słabe, z wadami genetycznymi, że metoda ta pozwala na rozmnażanie się słabym biologicznie jednostkom – co ma być przeszkodą w budowaniu silnego społeczeństwa. Przypomina to podejście nazistowskie, więc teraz Kościół zasłania się głównie „obroną życia” zarodków – co pozwala mu dodatkowo żerować na empatii. W tekście ks. Parfianowicza szczątkowo jednak pojawia się argument eugeniczny – dziecko poczęte drogą in vitro porównuje on do samolotu do którego włożono podróbkę silnika.

Co do uniwersytetów przy katedrach – nic dziwnego że jakakolwiek działalność badawcza rozwijała się tylko tam, skoro Kościół zwalczał wszystko co mu nie podlegało. Wystarczy jednak przypomnieć jaki „naukowy” stosunek miał on do kwestii poruszonych przez Giordano Bruno czy Mikołaja Kopernika a później do piorunochronów czy szczepień – i cała ta „naukowość” pryska.

Na koniec zostaje kwestia „najnowszych osiągnięć nauki” na których niby to ma opierać się Kościół Katolicki. Jakie to dokładnie odkrycia naukowe mówią np. o tym, że dzieci z in vitro rodzą się niedorozwinięte umysłowo i z charakterystycznymi bruzdami dotykowymi – jak to głosił choćby ks. Franciszek Longchamps de Berier? Jakie badania naukowe udowodniły, że dzieci poczęte drogą in vitro cierpią na syndrom ocaleńca – jak głosi ks. Piotr Kieniewicz? Kościół tu nie opiera się na nauce a jedynie forsowanym przez siebie „prawdom” – przyczepia etykietę „naukowy”, żeby mieć jakiekolwiek szanse w dyskusji. Co do racjonalizmu – przypominam, że został on potępiony przez Kościół Katolicki w dokumencie Syllabus Errorum – Piusa IX.

Ks. Wojciech Parfianowicz cytował w swoim artykule fragmenty piosenek Behemotha, dla pokazania jak to promuje on pogardę. Ja więc wkleję na koniec kilka fragmentów piosenek katolickich (tworzonych oddolnie, ale wyrażających idee katolickie i powtarzających w bardziej wyraźny sposób to co głosi Kościół Katolicki). Każdy może sobie porównać te piosenki i osądzi gdzie jest więcej pogardy i mniej kultury wypowiedzi: w piosenkach Behemotha czy w piosenkach o charakterze katolickim.

Wuem Enceha – „Wielka Polska”

Jebani łowcy hiva nazywają mnie faszystą?
Bo nie chcę szybko zdychać, a tu syf jest ponad wszystko.
Jestem nacjonalistą, biała skóra, łysa głowa.
Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska Narodowa!
Raz-dwa do wora nad Wisłę wszystkich pedałów.
Ja nie bez powodu cisnę te kurwy, dostaję szału.
[...]
Ja żyję według zasad, zawsze po prawej stronie!
To biała rasa, co czci orła w koronie!
Aż skończę w grobie, będę mówić to z dumą,
Wielka Polska, precz z komuną!
[...]
Pedały, brak wiary, dragi, farsa na pokaz.
Czym jest jeszcze tolerancja, kurwa, czym jest głupota!
Dobra, dobra, bawcie się sami!
Forsa, forsa, zbawcę masz pomiędzy banknotami?
Bóg, Honor, Ojczyzna, dla mnie to jest prosta ścieżka
I żadna lewacka pizda nie będzie mi w szykach mieszać!

Wuem Enceha – „Zakaz pedałowania”

Ja pociągnę za spust wcześniej celując im w skroń.
Biała rasa, lecz nie broń, krzyż celtycki po prawej stronie.
Lewackie dziwki, tak jestem homofobem.
Szanuję co wartościowe, wynaturzenia to farsa.
Nie wychowam dziecka w tolerancji do pedalstwa.
Staną jak kastra, te niedomyte kurwy.
Siewnica rowa jaka? Większe niż ten Gomułki.
Pierdolę liberalizm i te pseudodemokrację.
Pedał szanowany bardziej od Polaka w naszym państwie.
Niech każda ciota krwawi ja nie puszę tego kantem.
Prawym prostym z buta wjadę na marszu 2012.
Polska dla Polaków, barwy tylko biel i czerwień.
Zero tęczy, buraków z kolorowej niepodległej.
Rasista, faszysta strasznie cipki was to boli.
Że kochana jest ojczyzna, a was trzeba rozpierdolić.

Tolas, Evtis, Żebro, JKRS – „Ruch Narodowy”

Narodowo – Katolicka opcja polityczna.
Boi się Nas Biedroń, Grodzka czy Nowicka.
No i dobrze, niech się boją w Nas jest siła mówię Tobie.
Czas zwalczyć tych co cierpią na „polakofobię”!
[...]
Ruch Narodowy to jedyna słuszna droga.
Tożsamość narodowa głęboko osadzona.
Pytam po raz wtóry gdzie podziano wolność słowa.
Prawdziwy patriota brat widać to po oczach.
Nie ma tolerancji, spłonie tęcza kolorowa.

Leszek Czajkowski – „Antyklerykał”

Cała bolszewia nie warta śmiecia, co degenerat pojął gdy leciał, pojął gdy leciał.
Pamiętaj ty co dogmatom przeczysz, że wszystko widzi stwórca wszechrzeczy.
Dzisiaj pyskujesz i bluźnisz wściekle, a jutro będziesz się smażyć w piekle.
Dostaniesz ciepły kącik w piecyku wśród agnostyków.
Bo w piekle ogień, smoła i sadza, i świecka władza.

Leszek Czajkowski – „Antylewacka Piosenka O Radości”

Nadęci lewacy bredzą coś głupawo,
A uczciwi ludzie zawsze są na prawo!
[Ref.]
A różowe hieny niechaj żyją w strachu
Lepszy Wrzodak w rządzie niż skrzypek na dachu!
[Ref.]
Chociaż dziś czerwony robi się niebieski
Dla komuszej bandy nie ma grubej kreski!
[Ref.]
Nigdy nie zwycięży soc – masońska klika
Póki nasza Polska i radio Rydzyka

Luxtorpeda – „Raus”

Raus! Raus!
Odejdź stąd! Odejdź stąd!
Odejdź stąd, nie chcę cię tu, przepadnij
To moje serce, mój dom i mój chodnik
Znikaj, wyjdź, idź swoją drogą chamie
Ode mnie wara, stop, ani kroku dalej
[...]
Zostaw mnie, oddal się bo cię skrzywdzę
Krok w tył, nim przekroczysz granicę
Nie chcę nic od ciebie, krzyż na drogę
Moje jest moje, i nic tu po tobie

Schmaletz – „Rewolucja NSZ”

 Prawą ręką ci pogrożę zdrajco, a nie lewą.
Zima wasza, wiosna nasza. Czy widzisz to drzewo?
Zamiast liści będziesz właśnie tam wisiał.
Twoja kamienica, moja ulica.

Czytaj również